Co dla Ciebie znaczy być „mamą dziecka na zawsze” – i jak ten zwrot zmienia opowieść o macierzyństwie, czasie i przyszłości?
Kobieta, która została matką, będzie nią zawsze. Dzieci dorastają, ale słowo „mamo” nie znika. Zmienia się tylko jego ton, powód wypowiadania, ciężar i czułość. I właśnie w tej przemijalności kryje się piękno macierzyństwa. Czas niesie kolejne etapy, doświadczenia, wzruszenia, aż w końcu pozwala stanąć z boku i z dumą patrzeć, jak młody człowiek idzie własną drogą. Z barków powoli spada odpowiedzialność, choć nigdy nie znika troska.
„Mama dziecka na zawsze” znaczy jednak coś więcej. To świadomość, że pępowina nie zostanie przecięta do końca, a samodzielność nie stanie się naturalnym zwieńczeniem wychowania. W którymś momencie, po trzech latach, po dziesięciu, okazuje się, że droga nie prowadzi w stronę niezależności, tak jak tego się spodziewaliśmy. Będzie to raczej serpentyna: raz w górę, raz w dół, zawsze wokół tego samego punktu odniesienia. Pewne rzeczy nie wydarzą się nigdy, a w ich miejsce pojawią się takie, które w normalnym życiu powinny należeć do sfery intymnej, niedostępnej matce. Będą obowiązki, które dawno mogłyby spocząć w zakurzonej skrzyni wspomnień, a jednak pozostaną codziennością.
To macierzyństwo ma przyszłość zamkniętą w teraźniejszości. Nie mierzy się ilością powinności oddanych dziecku wraz z jego dorastaniem, lecz liczbą tych, które wciąż się dodają. Choć ma ono w sobie więcej trwania niż naturalnych zmian, to przepełnione jest miłością bezwarunkową i bez oczekiwań.
Kiedy słowa stały się dla Ciebie sposobem na pomieszczenie doświadczenia, którego nie da się „rozwiązać” ani domknąć?
Słowa nie pojawiły się z dnia na dzień. One kumulowały się w stresie, w złości, w samotności. Nie w samotności fizycznej, lecz w tej znacznie dotkliwszej czyli byciu niezrozumianą, nieustannie poprawianą, „naprawianą”. Nie potrzebowałam rad. Nie potrzebowałam instrukcji, jak mam przeżywać to, co przeżywam. Chciałam jedynie zostać usłyszana. W końcu dotarło do mnie, że to nie wydarzy się nigdy.
Zapadła cisza. Nie bunt. Nie rozpacz. Pustka. Czysta kartka. I wtedy tę kartkę zaczęłam wypełniać słowem. Dla siebie. To było bezpieczne. Kartka nie przerywa, nie poucza, nie diagnozuje. Kartka przyjmuje i milczy a ja nie muszę stawiać czoła kolejnym wyjaśnieniom własnego stanu.
Jak pisanie wpływa na Twoją relacje z dzieckiem – czy jest formą ocalenia, dystansu, a może jedynie miejscem, w którym możesz powiedzieć wszystko?
Pisanie stało się dla mnie sposobem ujarzmienia rzeczywistości, nadania jej formy, rytmu, sensu. Pozwala nazwać emocje i przyjąć ich wieloznaczność. Dzięki temu lepiej rozumiem siebie. Wiem już, że złość nie czyni mnie złym człowiekiem, zazdrość – egoistką, a gorycz i smutek nie muszą rozrastać się we mnie kosztem drobnych radości. To wszystko jest ludzkie, choć bywa w ciemniejszych barwach. Jeśli nie umiemy przyjąć tego, co w nas trudne, nie stworzymy relacji, która daje ukojenie i satysfakcję. Każda emocja niesie energię. Gdy mogę przetworzyć ją w wiersz, przestaje mnie niszczyć, zaczyna mi służyć.
Dzięki temu mogę dawać dziecku siebie w lepszej wersji. Gdy było mi źle, czułam to i przelewałam na papier. Gdy jemu jest źle, mogę to od niego przyjąć, bo mam w sobie miejsce. On czuje się bezpieczny, bo wie, że przy nim trwam. Ja czuję spokój, bo potrafię swoją obecnością przeprowadzić go przez trudny dzień. I ta wzajemność rośnie.
Z jakimi reakcjami spotykasz się, gdy mówisz lub piszesz o macierzyństwie bez obietnicy samodzielności, dorastania, „pójścia dalej”?
Najczęściej moje słowa trafiają do matek podobnych do mnie. Wtedy słyszę: „Mam tak samo”. „Jak dobrze, że nie tylko ja tak mam.” W tych zdaniach jest ulga. Ktoś przestaje czuć się samotny w doświadczeniu, które rzadko bywa wypowiedziane wprost. Zawsze się wtedy wzruszam.
Kiedy jednak mówię o macierzyństwie bez obietnicy samodzielności i „pójścia dalej” do matek, które mogą patrzeć, jak ich dzieci naturalnie się oddalają, pojawia się inny rodzaj reakcji. Nie sprzeciw. Raczej zaduma a potem uświadomienie, że bunt nastolatka, potrzeba odrębności, własne zdanie… to „przywilej”. Wtedy również się wzruszam.
Jak znaleźć język, który nie odbiera dziecku godności, a jednocześnie pozwala matce mówić prawdę – także tę trudną nieheroiczną?
To jedno z najważniejszych pytań. Wierzę, że prawda, nawet ta najtrudniejsza, nie odbiera nikomu godności: ani dziecku, ani matce. Bywa ciężka w przyjęciu i równie ciężka w wypowiedzeniu, ale tylko ona oddaje rzeczywistość taką, jaka jest. Nazywanie rzeczy po imieniu nie jest aktem słabości ani poniżenia. Jest aktem odwagi. Kiedy łagodzimy fakty i przemilczamy to, co niewygodne czy wstydliwe, bo „nie wypada”, bo „zbyt osobiste”, wiele obszarów naszego macierzyństwa trafia do strefy tabu. A tabu rodzi mity, frustrację i niesprawiedliwe osądy. Słowa bez patosu, proste, nagie, nie odbierają godności. One ją przywracają, gdyż znajdują potwierdzenie w naszych czynach.
Co literatura i poezja potrafią powiedzieć o macierzyństwie dziecka z niepełnosprawnością, czego nie uniosą ani poradniki, ani język systemu?
Poradniki podają wskazówki. Sięgamy po nie, gdy szukamy rozwiązań. Ale świat byłby zbyt prosty, gdyby każdy problem miał swoją procedurę, a każda trudność gotową odpowiedź. Macierzyństwo, rodzicielstwo i bycie człowiekiem wobec samej siebie tak nie działają. Nikt nie uczy nas, jak być matką. Tym bardziej – jak być nią „na zawsze”.Nie jesteśmy z jednej gliny. Łączy nas fakt, że nasze dzieci wymagają opieki bez wytchnienia. Poza tym różnimy się. Ten sam ból przeżywamy inaczej. Inna jest nasza konstrukcja psychiczna, inna wytrzymałość, inna wrażliwość. Nie wszystko wymaga naprawy. Nie wszystko potrzebuje rozwiązania.
Literatura i poezja nie podnoszą poprzeczki. Nie pokazują: „jak robić coś lepiej?”. Nie próbują kształtować postawy. Dają wyraz stanowi rzeczy i emocjom, które ten stan rodzi. Pozwalają spojrzeć z dystansu, ale bez chłodu. To jak wyciągnięta dłoń, która nie narzuca pomocy, tylko czeka, aż po nią sięgniesz. Są pytania, na które nie ma odpowiedzi i właśnie tam gdzie kończy się język systemu zaczyna się nienachalny język poezji.


