Ułatwienia dostępu

„W przewlekłym kryzysie wiedza przestaje być tarczą…” | rozmowa z Anną Lipiak

Jak zmienia się praca interwentki kryzysowej, kiedy kryzys przestaje być „czyimś przypadkiem”, a staje się codziennym doświadczeniem własnego macierzyństwa?

Kiedy kryzys przestaje być „czyimś przypadkiem”, a zaczyna być częścią własnego życia, znika bezpieczny dystans. Jestem na początku drogi jako interwentka, ale bardzo szybko zobaczyłam moment, w którym rola spotyka się z codziennością. Macierzyństwo dziecka z niepełnosprawnością sprawia, że kryzys przestaje być czymś, co się analizuje. Staje się czymś, w czym się żyje.

To doświadczenie bardzo zmienia sposób patrzenia. Odbiera złudzenie, że wszystko da się uporządkować i zamknąć. Pokazuje, że są sytuacje, których się nie rozwiązuje — tylko się je niesie. I to zostaje w sposobie bycia przy drugim człowieku. Jest mniej roli, więcej obecności. Myślę, że jestem w szczególnym miejscu — uczę się zawodu, a jednocześnie żyję w rzeczywistości, o której ten zawód opowiada. I może właśnie dlatego tak bardzo zależy mi, żeby mówić o kryzysie bez dystansu, ale też bez pozy.

W jakich momentach zawodowa wiedza naprawdę Cię ratuje jako matkę dziecka z niepełnosprawnością, a w jakich okazuje się zupełnie bezradna?

Zawodowa wiedza pomaga mi przede wszystkim wtedy, gdy pozwala nazwać to, co się dzieje. Daje język na przeciążenie, na momenty, w których wszystko zaczyna być za dużo. Pomaga też zdjąć wstyd z emocji, które matki dzieci z niepełnosprawnością często noszą w ciszy — złości, bezradności, ambiwalencji.

Ale są też chwile, w których ta wiedza po prostu nie wystarcza. Bo teoria nie wstaje w nocy, nie niesie ciała przez lata opieki, nie zmienia rzeczywistości. W przewlekłym kryzysie wiedza przestaje być tarczą. Zostaje człowiek. I jego granice.

Jakie kryzysy rodziców OzN powtarzają się najczęściej w Twojej pracy — i co mówią o systemowym przeciążeniu rodzin?

Najczęściej spotykam nie jeden wielki kryzys, tylko długie, ciche przeciążenie. Rodzice żyją w zmęczeniu, napięciu i samotności, której często nie widać z zewnątrz. To nie są historie o braku siły. To raczej historie o życiu w rzeczywistości, która bardzo dużo wymaga, a bardzo mało widzi. O systemie, który zakłada, że rodziny „jakoś sobie poradzą”. Kiedy słyszy się te opowieści raz po raz, trudno nie zobaczyć, że wiele indywidualnych załamań ma wspólne źródło.

Jak rozpoznajesz granicę między pomaganiem innym a ratowaniem siebie — i co się dzieje, gdy ta granica się zaciera?

Granica między pomaganiem a ratowaniem siebie jest delikatna, zwłaszcza kiedy samemu żyje się w przeciążeniu. Uczę się ją rozpoznawać po momentach, w których pomoc przestaje być wyborem. Kiedy czuję, że bardziej chcę uciszyć własny niepokój niż naprawdę być przy drugim człowieku. Gdy ta granica się zaciera, pojawia się zmęczenie, które nie przynosi ulgi. Pomaganie przestaje zasilać, a zaczyna odbierać siły. I wtedy trzeba się zatrzymać — nie dlatego, że nie chcemy pomagać, tylko dlatego, że bez granic łatwo zgubić siebie.

Z jakimi mitami na temat „radzenia sobie” matek OzN spotykasz się najczęściej — i jak one wpływają na gotowość do sięgania po pomoc?

Jednym z najmocniejszych mitów jest przekonanie, że matki dzieci z niepełnosprawnością są „niewiarygodnie silne”. To często brzmi jak uznanie, ale bywa też ciężarem. Bo jeśli ktoś jest silny, trudniej mu przyznać, że jest zmęczony. Drugie zdanie, które słyszę bardzo często, to: „one sobie zawsze poradzą”. I ono potrafi odebrać prawo do kryzysu. Sprawia, że wiele kobiet latami funkcjonuje ponad siły, zanim pozwoli sobie powiedzieć, że potrzebuje pomocy. A prawda jest dużo bardziej ludzka — radzenie sobie nie oznacza braku załamań.

Co chciałabyś, żeby każdy rodzic dziecka z niepełnosprawnością usłyszał w momencie największego kryzysu — jedno zdanie, które naprawdę może coś zmienić?

Chyba powiedziałabym bardzo prosto: to, co czujesz, ma sens. W największym kryzysie najbardziej boli poczucie, że coś jest z nami nie tak. Że przesadzamy, że powinniśmy być silniejsi. Usłyszenie, że nasze emocje są adekwatne do sytuacji, potrafi przynieść ogromną ulgę. Przywraca człowieczeństwo tam, gdzie zostaje już tylko rola. A czasem od ulgi zaczyna się pierwszy oddech. Mówię o tym nie dlatego, że mam gotowe odpowiedzi. Po prostu… znam to życie od środka.

 

Zdjęcie tytułowe: archiwum prywatne. 

Udostępnij ten artykuł komuś, kto powinien go przeczytać!

Facebook
WhatsApp

Zobacz podobne artykuły: